Cisza przed burzą A potem wszystko płonie Noszę ogień pod skórą, jakbym spał na lawie Każdy mówił „odpuść”, dziś już nie dam rady Nie, bo w oczach mam dym, w sercu erupcję Życie chciało mnie zgasić — zrobiłem produkcję Miasto zimne jak beton, ale płynę przez noc Każdy fałsz tutaj słyszę, nawet kiedy brak słów Mam blizny jak mapy, prowadzą mnie wyżej Kiedy inni tonęli, ja uczyłem się oddychać w pyle Nie chcę złota ni koron, tylko własny kierunek Każdy wers to wybuch, każdy bit to ratunek Byłem sam pośród ludzi, teraz tłum krzyczy „graj” A ten ogień we mnie rośnie bardziej z każdym dniem, brat Bo jestem jak wulkan Wybucham, kiedy cisza chce mnie zabić Mam w sobie huragan I nie zatrzyma tego żaden limit Płonie ziemia pod stopami Idę dalej mimo strat Jestem jak wulkan Raz się budzę — zmieniam świat Za dużo nocy bez snu, za dużo pustych obietnic W głowie miałem chaos, ale serce chciało przetrwać Każdy upadek nauczył mnie jak wstawać mocniej Dziś robię hałas, choć kiedyś nie słyszał mnie nikt Nie pytaj ile kosztował ten spokój na twarzy Bo płaciłem samotnością zanim przyszły marzenia Mam ekipę jak lawa — gorąca i niebezpieczna Wchodzimy na scenę i temperatura wzrasta To nie rap dla fejmu, tylko krzyk z wnętrza Każdy wers zostawia ślad jak popiół po miejscach Które spłonęły dawno, ale pamięć nie gaśnie Bo nawet po ciemności można świecić jaśniej Bo jestem jak wulkan Wybucham, kiedy cisza chce mnie zabić Mam w sobie huragan I nie zatrzyma tego żaden limit Płonie ziemia pod stopami Idę dalej mimo strat Jestem jak wulkan Raz się budzę — zmieniam świat Nie zatrzymasz ognia Kiedy już znalazł tlen Wulkan… To dopiero początek.