022 chłopaki z miasta kręcą ten balet, nocne rejony, znowu dym pod klatę, dawaj młody tę wypłatę, tu nie żaden Manhattan, Warszawa po zmroku — każdy ruch to dramat. 022 chłopaki z miasta robią zamęt, typ po akcji zgubił kierunek i pamięć, wjechali mu na chatę, nie zdążył nic ogarnąć, 022 na mapie, znowu bokiem przez miasto. Po nocy after — free, latamy po mieście, cały blok nie śpi, znowu światła w oknie, rzucam rapem na Warszawę, każdy wers to presja, jak jesteś kotem — pokaż, nie gadaj przez słuchawkę. 022 chłopaki z miasta są wkurwione, narobił pajac dymu, teraz nosi koronę, lecę grubo, patrzę z góry jak dronem, na tę ciemną stronę, gdzie osiedla nie śpią i sny są przestrzelone.